czwartek, 23 czerwca 2016

Chapter seven

               Perspective Angelika
-Zaraz wracam - powiedział Andy i nawet nie zdążyłam nic powiedzieć bo już gdzieś zniknął. Ciekawe co tym razem wymyślił.
Lekko spanikowałam, zostało kilka minut a Biersack'a dalej nie było. Spojrzałam na godzinę ,do zaczęcia zostały dosłownie dwie minuty. Wybrałam numer mojego towarzysza ,jednak powitała mnie poczta głosowa.  Wkurzona ścisnęłam telefon w ręce i przeklęłam go w myślach.  
Rozejrzałam się, dokoła z nadzieją że stoi gdzieś w pobliżu, jednak pomyliłam się. Westchnęłam głośno, jednak odwróciłam się twarzą do sceny.
-Bez niego ,też mogę się dobrze bawić - mruknęłam pod nosem. 
Nagle ludzie zaczęli głośniej krzyczeć i po chwili zaczęli wbiegać członkowie zespołu. Jako pierwszy wbiegł najprawdopodobniej perkusista.  Był całkiem wysoki ,jednak nie wyższy od Andy'ego.... czemu pomyślałam o nim?! Pokręciłam wściekła głową i wróciłam do ilustrowana mężczyzny. Był dosyć mocno opalony, włosy które sięgały za ramiona, były czarne, przewiązane bandamka na czole. Nie fatygował się ,by założyć koszulkę na tors, jednak swoje chude nogi odział w czarne rurki i ciężkie buty tego samego koloru. Następny był mężczyzna trochę niższy od perkusisty ,trochę mniej opalony niż on jednak, ten drugi postanowił założyć cokolwiek na tors. Mianowicie skórzaną kamizelkę i pod tym podkoszulka, w kolorze czarnym, spodnie tego samego koloru i ciemne buty. Jego włosy wydawały się być dziwnie puszyste z tym przedziałkiem na środku przez co machinalnie dotknęłam swoich. Zaraz po nim wbiegł trzeci z wygolonym bokiem. Nie był wyższy od poprzedniego, mogłabym w sumie powiedzieć, że tego samego wzrostu. Oprócz tego, że miał na sobie koszulkę z wydartymi rękawami ubiorem nie wyróżniał się niczym od jego poprzedników. Następnie wbiegł brunet z mocno wycieniowanymi włosami i grzywką na lewą stronę. Tak jak jego poprzednicy nie miał na sobie koszulki. Zamiast tego na szyi miał srebrny łańcuszek, i gitarę basową zawieszona na torsie. Czarne rurki opadały mu luźno na biodrach, dopełnieniem tego wszystkiego były czarne kowbojki i ciemne okulary przeciwsłoneczne.  Uśmiechnęłam się pod nosem, muszę przyznać że jest cholernie przystojny. Niespodziewanie wskazał ręką w moją stronę na co moje oczy się rozszerzyły. Po chwili piski wzrosły na sile,  nagle otworzyłam szeroko oczy. Na scenę wybiegł nie kto inny jak Andy. Co on tam kurwa robi? Stałam bez ruchu obserwując jego kolejne poczynania.  Przy okazji zauważyłam że bluza z kapturem i okulary gdzieś zniknęły a zastąpiła je czarna koszulka z podartymi rękawami. Kiedy podszedł już do mikrofonu złapał go dłonią.
-Witam wszystkich! Jak się bawicie?- wykrzyczał na co usłyszałam głośne okrzyki ludzi.- cieszę się, że wam się podoba. Jednak zanim zaczniemy chciałbym przedstawić wam moją przyjaciółkę. Powitajcie Angelike Urie! To ta niska brunetka w potarganych spodniach i za małym golfie.  Wybaczcie jej jest biedna.
Na te słowa tłum się rozstąpił i zostałam sama na środku. Spiekłam raka i już chciałam odwrócić się na pięcie kiedy usłyszałam głośne stój. Spojrzałam w kierunku sceny. Basista zaczął ściągać gitarę z ramion i podszedł do Biersack'a.
-Andy! Trzymaj Sheryl!- wręcz rzucił w niego tą gitarą i skoczył na ziemię.  Fani zaczęli do niego podbiegać jednak on się na nich wydarł, że to nie najlepszy pomysł. Podbiegł do mnie z szerokim uśmiechem na ustach.- więc to ty jesteś ta sławna Angelika!
Już chciałam mu coś powiedzieć jednak ten podniósł rękę na znak, że mam się nie odzywać. Spojrzałam mu zdziwiona w oczy, w których tańczyły wesołe iskierki.
Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć mężczyzna wziął mnie na ręce, a ja odruchowo złapałam się go za szyję.
-Co ty odpierdalasz?!- krzyknęłam uderzając go w plecy. 
-Jeszcze mi za to podziękujesz. - powiedział szczerząc zęby w uśmiechu.
-Nie, sądzę. - mruknęłam pod nosem. Oparłam głowę o jego ramię i czekałam aż zrealizuje swój plan. Już po chwili staliśmy  na scenie, postawił mnie na równe nogi.
-Widzicie? Nie stać jej na ubrania. - pokazał palcem na moje spodnie i sweter.
-Biersack ja cię kurwa kiedyś zabije. - warknęłam patrząc na jego mały uśmiech .
-Stary nie że coś ale odezwał się ten który zawsze ma potargane spodnie albo koszulki.- powiedział Ashley, spojrzałam w kierunku Andy'ego, który właśnie się zarumienił.
-To zaczynamy ten koncert? - zmienił temat wokalista. Basista puścił do mnie perskie oko. Usiadłam na głośniku i czekałam aż znacznie się pierwsza piosenka.
Zaczęły grac gitary i zaraz doszedł do  nich wokal Biersack'a. Musze przyznać że mimo iż nie znam tych kawałków to wpadają w ucho. Zaczęłam się śmiać gdy zobaczyłam że Ashley zamiast grać podchodzi do mnie i siada obok na głośniku.
-Co tam? Jak sie bawisz? -spytał jak gdyby nigdy nic.
-Nie powinieneś czasem grać?
-Yyyyyy do potem.- wstał i do końca koncertu nie podszedł do mnie.

                                                                                *****

-DZIĘKUJEMY ZA WASZA OBECNOŚĆ -Wykrzyczał cały zespół na raz, podbiegli do mnie i wzięli mnie za rękę sprowadzając mnie ze sceny. Kiedy byliśmy już za sceną stanęłam i założyłam ręce na piersi. 
-Kiedy zamierzałeś mi powiedzieć że masz własny zespół? - spytałam patrząc na niego. 
-Ej zostawcie nas na chwile samych. - reszta spojrzała na nas niepewnie jednak wyszli.
-Czyżby kłopoty w raju?- powiedział  Ash zza ściany. Zerknęłam na mojego towarzysza ale nic nie powiedziałam. 
-Jakie to ma znaczenie czy ci powiedziałem czy nie?- spytał unosząc jedną brew.
- Takie, że wyszłam przy tych wszystkich ludziach na idiotkę! -powiedziałam podnosząc głos.
-Dziewczyno oni nawet cie nie znają!
-No i to jest powód żeby mnie przed nich ośmieszać?!
Podszedł niebezpiecznie blisko mnie, musiał być bardzo zdenerwowany ponieważ oddychał głośno i bardzo szybko.  Przez chwilę  jego wzrok zatrzymał się na moich ustach jednak zaraz przeniósł go na moje oczy.
-Andzia, nie mam potrzeby ani obowiązku tłumaczyć ci się ze wszystkiego.  Bo o ile się nie mylę to nie jestem z tobą w żadnym związku - jego słowa mnie zabolały.  Jednak bardziej zabolał mnie fakt, że uświadomiłam sobie, że on ma rację.  
Nie mam prawa mieć do niego o to pretensji. W końcu jest tak jak mi powiedział, my nie jesteśmy razem. Odsunęłam się na dwa kroki i włożyłam ręce do tylnich kieszeń.
-Wiesz...  będzie chyba lepiej jak już sobie pójdę. Dzięki za możliwość zobaczenia tego wszystkiego ze sceny i w ogóle.  Macie na prawdę dobre piosenki. - powiedziałam z wymuszonym uśmiechem, nie patrząc na niego ruszyłam w kierunku drzwi.
-Cholera!- krzyknął brunet i uderzył noga o ścianę - zaczekaj!
Jednak ja nie miałam zamiaru się zatrzymywać. Otworzyłam drzwi i ku mojemu zdziwieniu u nóg padła mi reszta zespołu. Uniosłam zdziwiona brew jednak postanowiłam ich wyminąć. Przeczesałam zmierzwione przez wiatr włosy i wyszłam z budynku. Podeszłam do ulicy i zamówiłam taksówkę.  Po piętnastu minutach mój transport przyjechał a ja wsiadłam i podałam adres pod który kierowca ma mnie zawieźć.



_______________________________________________

No to jest rozdział! do najdłuższych nie należy no ale cóż... było trochę zamieszania z poprawianiem ocen... w czerwcu musiałam jechać na tygodniowy plener więc tak jakoś minęło. Jednakże jako że wakacje się zbliżają mam zamiar to nadrobić!
Jak wrażenia po rozdziale? co sądzicie o kłótni Andy'ego i Angeli? Andzia słusznie go ochrzaniła? Jak myślicie jak szybko się pogodzą?

Pozdrawiam Yumeka 

P.S. Jeśli ktokolwiek to jeszcze czyta to na prawdę byłabym wdzięczna za jakieś komentarze ;c


niedziela, 1 maja 2016

Chapter six

Perspective Angelika

Cały wczorajszy wieczór, po tym jak zjedliśmy pizzę, Andy zaoferował się że mi pomoże. Jednak nie brałam tego na poważnie tylko to zignorowałam. Byłam pod wielkim zdziwieniem kiedy okazało się za był poważny. Końcem końców uczyliśmy się razem. On czytał ja powtarzałam tak dopóki się nie nauczyłam. Od tej nauki miałam wrażenie, że mózg  mi się przegrzewa. Non stop powtarzanie tego samego i tak w kółko... ale tak to jest jak zostawia się wszystko na ostatnią chwilę. Dobrze że Sam do mnie zadzwoniła inaczej kompletnie bym o tym zapomniała.. Mimo że niby wszystko umiem mam wrażenie, że to zawale. Mam jednak nadzieję, że jakoś dam sobie z tym radę.Powtarzając wszystko w głowie zaparzyłam sobie kawę i usiadłam przy stole. Ze stresu nie miałam ochoty na żadne jedzenie. W dalszym ciągu powtarzając sobie wszystko w głowie popijałam kawę zerkając co chwilę na zegarek. W końcu nadszedł czas aby jechać na uczelnie. Szybko ubrałam wcześniej przygotowane przeze mnie ubrania czyli  czarne podarte krótkie spodenki, tego samego koloru bluzkę na cienkich ramionkach z białymi wstawkami , do tego klasyczne superstary  i wyszłam zamykając za sobą drzwi na klucz. Wsiadłam do wcześniej zamówionej prze ze mnie taksówki, podałam adres uczelni i odjechaliśmy.
Gdy dotarłam na miejsce zapłaciłam kierowcy odpowiednią sumę i biegiem udałam się na uczelnię.
Na korytarzu prowadzącym do sali w której miałam zdawać kolokwium wpadłam ślepo na Alex.
-Uważaj - zaśmiała się dziewczyna - gdzie się tak spieszysz?
-Dzisiaj zdaje kolokwium i właśnie się spieszę, nie chcę się spóźnić i tak wystarczy, że o tym zapomniałam i musiałam kuć cały dzień - powiedziałam dość szybko i nie wiem czy zrozumiale.
-Spokojnie profesora jeszcze nawet chyba nie ma - uśmiechnęła się.
-Jeny mam wrażenie, że tego nie zdam - mimo iż kułam cały dzień czuję, że mam pustkę w głowie.
-Spokojnie Andzia zdasz na pewno. Nie ma co się stresować. Skoro się uczyłaś cały dzień to na pewno coś potrafisz, a profesor Cullen jest naprawdę w porządku - uspokajała mnie.
-Mam nadzieję, że masz rację - westchnęłam zdenerwowana.
-Mówię ci wszystko będzie w porządku - uśmiechnęła się ponownie - ja lecę bo zaraz mam zajęcia, trzymam kciuki, do zobaczenia.
-Dziękuję i do zobaczenia - uśmiechnęłam się i ruszyłam pod salę.
Stałam i czekałam aż przyjdzie profesor.  Czekanie sprawiało, że coraz bardziej się stresowałam. Wolałabym mieć to już za sobą.
-I co umiesz coś? - nagle usłyszałam głos Sam.
-Nie strasz mnie - zaśmiałam się - cały dzień kułam. Myślę, że coś umiem, ale mimo wszytko boje się że nie zdam.
-Zdasz! Jestem tego pewna - szturchnęła mnie łokciem - patrz profesor idzie.
-Jeny jak się stresuje - zacisnęłam dłoń na zeszycie.
-Spokojnie bo zaraz zgnieciesz ten zeszyt - zaśmiała się Sam.
Również się zaśmiałam, a gdy profesor otworzył drzwi od sali wszyscy weszli do środka.
Zestresowana wzięłam głęboki oddech, usiadłam na swoim miejscu i czekałam, aż profesor pozwoli nam pisać.
-Witajcie dordzy uczniowie - uśmiechnął się pan Cullen - jak wiecie dzisiaj zdajecie kolokwium i mam nadzieję, że każdy z was się przygotował. Możecie zaczynać.

Półtora godziny później..

W końcu mogłam odetchnąć z ulgą. Myślę, że poszło mi w miarę dobrze. Zadowolona wyszłam z sali i udałam się do wyjścia. Gdy wyszłam na dziedziniec uczelni mój wzrok napotkał Andy'ego, który stał oparty o swój samochód. Zdziwił mnie fakt że miał na sobie dużą czarną bluzę z kapturem nałożonym na głowę ale nie odezwałam się nic na ten temat. Zaczęłam iść w jego stronę..
-Co ty tutaj robisz? - zapytałam będąc już obok niego.
-Jedziemy na koncert więc przyjechałem po ciebie - uśmiechnął się.
-No ale ja się muszę przebrać i zostawić gdzieś te wszystkie rzeczy - wskazałam dłonią na zeszyty, które miałam w torebce.
-O to się nie martw, pomyślałem o tym dlatego najpierw jedziemy do ciebie - zaśmiał się brunet - mamy jeszcze chwilkę czasu w zapasie.
-Aha czyli, że ty zaplanowałeś mi już cały dzień?
-Yep - zaśmiał się i otworzył mi drzwi od auta.
Pokręciłam zrezygnowana głową i wsiadłam do samochodu.

Xxx

Będąc już w mieszkaniu szybko zabrałam się za robienie nowego mejkapu. Zmyłam poprzedni i zabrałam się za malowanie. Z gotowym makijażem pobiegłam do pokoju i zaczęłam szukać odpowiednich ciuchów na koncert. 
-Spokojnie nie musisz się tak spieszyć - zaśmiał się Andy, który staną w drzwiach mojego pokoju.
-Jeśli jedzie się na koncert trzeba być  tam odrobinę szybciej więc staram się ogarnąć jak najszybciej - powiedziałam grzebiąc w odmętach mojej szafy na co usłyszałam tylko śmiech chłopaka - no co nie mówię prawdy?
-Nie no masz racje - mówił nadal rozbawiony brunet.
Nie wiem co go tak bawi ale wzruszyłam tylko ramionami i nie zwracając już na niego uwagi zaczęłam szykować ubrania. Zdecydowałam się na  czarne leginsy, czarny sweterkowy croop top z długim rękawem który potem  podwinęłam do polowy łokcia. Wybrane ciuchy szybko na siebie włożyłam. Gotowa do wyjścia spryskałam się jeszcze moimi ulubionymi perfumami i wyszłam z pokoju.
-To co jedziemy? - zapytałam.
-No no, jak ładnie - uśmiechnął się - możemy już jechać.
-Dziękuję - odparłam i aby ukryć moje zawstydzenie pospieszyłam Andy'ego i szybko wyszliśmy z domu. Ponownie dzisiejszego dnia wsiadłam do jego auta i ruszyliśmy na koncert.
A no właśnie tylko czyj to koncert.. W dalszym ciągu się nie dowiedziałam. Wczoraj nie chciał mi powiedzieć to dzisiaj tym bardziej mi pewnie nie powie. W sumie wolałaby wiedzieć na czyj koncert idę. No ale jak niespodzianka to niespodzianka.
Gdy podjechaliśmy już pod klub w którym miał być koncert Andy ze schowka wyjął swoje czarne okulary. Zdziwił mnie ten fakt bo niebo jest zachmurzone ale nic się nie odezwałam. Wysiadłam z auta i stanęłam obok czekając aż Andy się ogarnie. 
Przeglądałam instagrama kiedy nagle ktoś mnie szturchnął w ramie.
-Chodź idziemy stanąć w kolejce - uniosłam wzrok i zobaczyłam nikogo innego jak Andy'ego.
-A ty co wampirem zostałeś?  - zapytałam widząc jak się ubrał.
-Nie dlaczego?
-No nie wiem może dlatego że ubrałeś się cały na czarno mimo że jest ciepło założyłeś grubą bluzę z kapturem, który masz na głowie plus nie świeci słońce a ty i tak w okularach a do tego jeszcze założyłeś rękawiczki? Wyglądasz jakbyś był jakimś agentem albo coś - zaśmiałam się i włożyłam telefon do kieszeni - dobra chodź.
Brunet zamknął auto i ustawiliśmy się w kolejce.
-Powiesz mi kto będzie grał? - zapytałam.
-Zobaczysz to niespodzianka - odparł z uśmiechem na twarzy.
-No ale skoro już tu jesteśmy to chyba możesz mi powiedzieć.. - zbulwersowałam się.
-Nie mogę bo jak ci powiem to nici z niespodzianki. Zobaczysz z pewnością troszkę się zdziwisz - uśmiechnął się szyderczo.
Zmarszczyłam brwi i przewróciłam oczami.
-A jak długo będziemy czekać aż nas wpuszczą? - zapytałam nie wzruszona.
-Za jakąś godzinkę lub pół powinni zacząć wpuszczać - odparł.
-Taka długa kolejka tylu wysokich ludzi..nic nie będę widziała - westchnęłam.
-Spokojnie wszystko zobaczysz nie martw się - poklepał mnie po ramieniu.
-No nie wiem, widzisz jaka jestem mała? - wyprostowałam się.
-Widzę sięgasz mi do cycków - zaśmiał się.
-No właśnie...
-Mówię ci nie martw się, musisz się nastawić pozytywnie - uśmiechnął się unosząc jeden kącik ust do góry.
-Oo kolejka się rusza, czyli że wcześniej jednak puszczają.. muszę pogadać z menago.. - mówił tak jakby z zakłopotaniem. Ale zaraz zaraz z jakim menago?
-Ale że z kim?
-A z nikim tak se powiedziałem - zaśmiał się.
-No spoko - odparłam i pomału przesuwałam się do przodu wraz z tłumem.
Kiedy w końcu zbliżyliśmy się do wejścia Andy popatrzył na ochroniarza spod okularów i obaj skineli głową. Dziwne bez żadnego pokazywania biletów bez żadnego sprawdzania? Mimo mojego zdziwienia nie odezwałam się, uznałam że pewnie załatwił to już wcześniej.
Gdy weszliśmy już do klubu staliśmy mniej więcej w trzecim rzędzie ludzi.  Można powiedzieć że trochę widziałam więc nie będzie tak źle.
-Zaraz wracam - powiedział Andy i nawet nie zdążyłam nic powiedzieć bo już gdzieś zniknął. Ciekawe co tym razem wymyślił.
_____________________________
Witam! 
Jak Wam się podoba rozdział?  Wiem że do najdłuższych nie należy jednak mam nadzieję ze przypadnie Wam do gustu ;3 
Chciałabym przede wszystkim podziękować Dadze bez której ten rozdział by nie powstał♡
Co sądzicie o ubraniu Andy'ego? Jaki to koncert? 
Wszystkiego dowiecie się w następnym rozdziale!  Na razie zapraszam do komentowania i wyrażania waszych opinii na jego temat! 
Do następnego ☆♡

sobota, 12 marca 2016

Chapter five

 3 dni później
Perspective Angelika
Obudziłam się dzisiaj wyjątkowo wcześnie jak na mnie. No bo proszę 9:30 to jak na mnie mega wcześnie. Podniosłam się z łóżka i poprawiłam swojego koka. Poszłam do lodówki i wyjęłam sok marchewkowy. Postawiłam go na blacie i wyjęłam rogalika maślanego. Usiadłam na nim i odkręciłam zakrętkę z butelki. Wzięłam solidny gryz pieczywa i popiłam go sokiem. Zaskoczyłam na ziemię i podeszłam do głośników. Włączyłam MTV  Rock i zaczęłam tańczyć. Skończyłam jeść swoje śniadanie,trzymając butelkę  poszłam do salonu usiadłam na ziemi , oparłam się o kanapę. Zaczęłam "skakać" po kanałach, w końcu westchnęłam cichutko i zostawiłam na jakiejś komedii romantycznej. W ciągu dziesięciu minut oglądania wytknęłam wszystkim bohaterką ich wady i przełączyłam. Przypomniałam sobie jak Cody zawsze mi wytykał to ze nie można ze mną nic obejrzeć chyba że sama wybiorę film. Pokręciłam głową tak żeby pozbyć się tych myśli. Przełączyłam w końcu na powtórkę X-Factor, w między czasie wzięłam telefon do ręki i zaczęłam, przeglądać moja skrzynkę internetową.  Nic nowego, kilka reklam, trochę wiadomości dotyczących kilku zbliżających się wydarzeń, typu koncerty i to w sumie wszystko. Oparłam głowę na siedzisku, kanapy i wyrzuciłam ręce  do góry. Postanowiłam się w końcu ubrać, więc w tym celu poszłam do swojego pokoju. Otworzyłam szafę i usiadłam na ziemi. Zaczęłam ilustrować, to co znajdowało się w środku. W końcu, zdecydowałam się na luźny sweter w czarno-białe paski, opadający z jednego ramienia i czarne jeansy z dziurami na kolanach. Przebrałam się szybko i poszłam do łazienki się pomalować. Po 15 minutach stania przed lustrem, stwierdziłam ze wyglądam znośnie i mogę się tak pokazać innym. Kiedy w końcu wyszłam z toalety, usłyszałam dzwonek mojego telefonu.  Pobiegłam do salonu i zgarnęłam, urządzenie z kanapy.
Spojrzałam na wyświetlacz, na którym pojawiło się imię Sam, zmarszczyłam brwi ale odebrałam.
-Halo? -mój głos zabrzmiał, dziwnie poważnie.
-Angelika? Hej tu Sam.-No co Ty kurwa nie powiesz, jednak nie powiedziałam tego na głos.
-Hej, co tam? 
-Hm... w sumie to nic ciekawego. Cały czas się uczę. -zmarszczyłam brwi.
-Na co się uczysz? - razem z Samotną chodzimy razem na studia architektury wewnętrznej.
-No zapomniałaś już ze jutro Pan Cullen, zapowiedział nam kolokwium z historii sztuki?-Cholera, cholera, cholera...-Nie... nie mów ze znowu, zapomniałaś.Andzia!
-Cholera...-przeczesałam palcami włosy i spojrzałam przez okno.-O której?
-12:30, kiedy ty w końcu nauczysz, się ze nie możesz zapominać? -W jej glosie można,  było wyczuć nutę po wątpienia.
Nic nie odpowiedziałam, co było dla niej jasną odpowiedzią. -Eh... nie zabieram ci już czasu. Idź się uczyć.
-Dziękuję Sam, że mi przypomniałaś... serio... zapomniałam.
-Wiem... nie ma za co. Zrobisz mi przyjemność, jak napiszesz przynajmniej na cztery.-Obie się zaśmiałyśmy.
-Dobra... w takim razie do jutra.- Nie czekając na odpowiedz, rozłączyłam się.-Zajebiście kurwa.
Rzuciłam telefon na kanapę i przejechałam, palcami po twarzy. Wkurzona, poszłam po zeszyty i stary podręcznik. Kiedy już to wszystko,  trzymałam w rękach wróciłam do dużego pokoju i wyłożyłam na stoliku do kawy. Sama poszłam, sobie zaparzyć dzbanek tego napoju. Kiedy wszystko było, już gotowe wzięłam, jeszcze swój ulubiony kubek z Hello Kitty. Postawiłam wszystko na stoliku a sama, usiadłam na ziemi i zaczęłam po kolei czytać.
XXX
Kiedy skończyłam czytać o architekturze rzymskiej dostałam esemesa. Wzięłam telefon do ręki i napiłam się łyka z drugiego już kubka kawy. Otworzyłam wiadomość od Andy'ego.
I jak tam mój obiad?  :D
Nie wiem, jak TWÓJ obiad c:
Odłożyłam telefon i wróciłam do czytania. Jednak nie nacieszyłam się tym długo, ponieważ zaraz dostałam kolejną wiadomość. Westchnęłam cicho ale zignorowałam ja i czytałam dalej. Jednak zaraz przyszła następna a potem jeszcze jedna. Zirytowana odblokowałam urządzenie i zaczęłam czytać.
Jak to nie wiesz? :c
To nie gotujesz nic
Andzia nie olewam mnieee!-.-
Pokręciłam z politowaniem głową i zaczęłam odpisywać.
Nie olewam Cię tylko staram się uczyć.
Czego Ty się uczysz? :0
Historii sztuki, mam jutro kolokwium.
Ty studiujesz?! :0
Tak wyszło ;3  więc wybacz ale sama nie mam czasu, robić sobie obiad, a co dopiero Tobie ;3
Będę za 20 min c:
Czego on nie rozumie w poprzedniej, wiadomości gdzie mówię że nie mam czasu? Wzięłam łyka kawy, która przyjemnie parzyła mnie w podniebienie. Zerknęłam w stronę wszystkich zeszytów i podręcznika, przez co od razu od razu odechciało mi się wszystkiego.
-A może by, to tak to wszystko olać i pojechać w Bieszczady? -Zaśmiałam się sucho i podparłam głowę na rękach.  Postanowieniem zrobić sobie przerwę, więc załączyłam telewizję. Nawet nie wiem kiedy minęło te dwadzieścia minut... usłyszałam dzwonek do drzwi więc poszłam je otworzyć. Odkluczyłam je i ujrzałam Andy'ego opierającego się o futrynę. Zilustrowałam go od głowy aż po czubki butów. Z włosów skapywała mu woda, przez co jego idealna fryzura oklapła.  Na jego twarzy gościł szeroki uśmiech. Ubrany był w swoją czarną ramoneskę, po której lały się kropelki wody. Oczywiście tego samego koloru koszulka z logiem jakiegoś zespołu i czarne jeansy z dziurami na kolanach. Jedyne co mnie zdziwiło, to to ze w dłoniach trzymał, dwie duże reklamówki zapełnione jedzeniem.
-Pozwolisz mi wejść, do środka czy będziesz się na mnie gapić ?- Na moje policzki wkroczył lekki rumieniec ,jednak odsunęłam się żeby mógł wejść. Zdjął swoje czarne trampki i nie pytając o zgodę udał się do kuchni.  Zamknęłam drzwi na klucz i ruszyłam za jego śladem. Kiedy weszłam do pomieszczenia rozpakowywał zakupy. Podeszłam do niego i oparłam się o blat.
-Powiesz mi po co to wszystko kupiłeś? - Uniosłam brew napotykając jego uśmiech.
-Powiedziałaś, że nie masz czasu nawet, sobie zrobić obiadu więc postanowiłem zlitować się nad takim, małym studentem.-Wypakowywał teraz dwie butelki wina, które zaraz włożył do lodówki. 
-Nie jestem małym studentem. Po za tym nie przypominam sobie, bym prosiła cię o to wszystko.-Wskazałam palcem zakupy, które zdążył już wyłożyć. Chłopak tylko wzruszył ramionami i zaczął czegoś szukać.
-Gdzie trzymasz deskę do krojenia, noże i garnki? - spytał nie odpowiadając. na moje poprzednie pytanie. Wytłumaczyłam mu. gdzie co się znajduje i patrzyłam jak wszystko znowu wyjmuje.
-Powiesz mi chociaż, co będziesz gotował?
-Czy musisz wszystko wiedzieć? -Spytał ironicznie na co zrobiłam kwaśną mnie. -Dobra, dobra nie patrz tak na mnie. Podejrzewam że lubisz spaghetti a do tego wino.
-Wiesz że nie musiałeś?
-Wiem, jednak nie chciałem żebyś była głodna, a tak po za tym to mi się nudziło. -Powiedział lekko , spojrzałam na niego z ukosa.-Tak w ogóle to co studiujesz?
-Architekturę wnętrz.-Na jego usta wkradł się mały uśmiech.
-Na którym jesteś roku?-Cały czasu przeglądałam się mu poważnie i widziałam jak kropelki spadają muna ramiona.
-Niedawno zaczęłam trzeci. Chodź ze mną.-Wyszłam z kuchni jednak zatrzymałam się jeszcze i spojrzałam na bruneta który dalej stał w tym samym miejscu.-No chodź
Bierasack posłusznie potruchtał za mną do łazienki.  Wyjęłam z szafki ręcznik i odwróciłam się żeby mu go podać jednak zderzyłam się z jego torsem. Spojrzałam w gore i spotkałam się z parą niebieskich tęczówek. Żeby wybrnąć z sytuacji, zarzuciłam mu ręcznik na głowę i go wyminęłam.
-Wytrzyj włosy bo będziesz chory.-Skierowałam się do dużego pokoju i zgarnęłam zeszyty ze stołu.  Weszłam do kuchni i ułożyłam je na blacie. Usiadłam przy stole i otworzyłam zeszyt. Zaczęłam czytać, notatki jednak nie mogłam zbytnio się na tym skupić. Ponieważ  czułam gorący oddech Biersack'a na karku.
-Długo będziesz tak za mną stać?-powiedziałam, nie odwracając wzroku od treści notatki. Czarnowłosy przesunął się jeszcze bardziej, tak że odczuwałam bijące od niego ciepło. Poruszyłem się, niespokojnie na taborecie. Jego zimne ręce oplotły, mój brzuch a na moje policzki wpłynął rumieniec. -Nie miałeś czasem gotować?
Starałam się by ,mój głos zabrzmiał naturalnie.
-Miałem, ale mam mokre włosy...-Już miałam mu coś odpowiedzieć, gdy poczułam jak unoszę się w powietrzu a zaraz, znowu siadam tyle że na jego kolanach. Zamrugałam kilku krotne ,zdziwiona jego zachowaniem. Wzruszył tylko ramionami i oparł głowę o moje ramie. -Zastanawiam się, ile jeszcze wytrzymasz zanim, uciekniesz z piskiem.
Zaśmiał się cicho a ja spiorunowałam, go wzrokiem.-Więc... ile już się nauczyłaś? 
Spytał kartkują mój zeszyt.
-Jakaś połowę. Po są tym po co mam ci to tłumaczyć, skoro i tak nie będziesz wiedzieć o co mi chodzi? -Zetknąłem w jego stronę, czego od razu pożałowałam. Nasze twarze dzieliły  milimetry,  wystarczyło by tylko trochę się przesunąć, a nasze usta by się złączyły.
-Nie wiem, po prostu jestem ciekawy. Więc?
-Czytałam teraz i konstrukcji budynków w Grecji.
-Mogę Cię w takim razie z tego spytać?-Kiwnęłam twierdząco głową.-Bierzesz tabletki?-Spojrzałam na niego zdezorientowana jak i zażenowania.
-Miałeś spytać mnie o coś związanego z konstrukcją budynków z Grecji a nie o zjebana antykoncepcję. -Wycedziłam  przez zaciśnięte zęby,  czułam jak się bezczelnie uśmiecha. Podniosłam rękę i walnęłam go w czoło.  Już miałam ja zabierać kiedy Andy chwycił ja i ugryzł.  Pisnęłam bardziej zdziwiona jego zachowaniem już z bólu. Nieświadomie odepchnęłam się nogami od ziemi przez co stołek niebezpiecznie się zachował czego efektem było to ze oboje leżeliśmy na ziemi. Chłopak wydał z siebie stłumiony jęk a ja najpierw byłam oszołomiona a zaraz po tym zaczęłam się śmiać z zaistniałej sytuacji. Dopiero po chwili poczułam przeszywający ból spowodowany tym ze niebieskooki nieświadomie wbił mi swoje chude palce w boki.  Jednak mimo to nie przestawałam się śmiać a chwilę później Andy zaczął się również śmiać.
- Jesteś KALEKĄ ! - ze łzami w oczach podniosłam się się ziemi. Spojrzałam na dalej leżącego na ziemi Andy'ego. Pokręciłam głową i patrzyłam jak leży na ziemi z założonymi rękami na głowie.
-Robisz ten obiad?-Andy spojrzał na mnie zdziwionym spojrzeniem.
-A,tak.-powiedział,podniósł się i uśmiechnął. Spojrzałam na jego roześmianą twarz i nieświadomie się uśmiechnęłam. Chłopak podszedł do kuchni a ja ponownie usiadłam do stołu.

XXX

-Ej! Halooo, obiad!-Ocknęłam się i spojrzałam zdziwiona na bruneta.
-Już? Tak szybko?- Rozkojarzona rozejrzałam się po pomieszczeniu.
-Szybko? Dwie godziny sterczałem przy tych garach!-Zaśmiał się i podszedł do blatu. Wziął w ręce dwa kieliszki i położył je na stole.-Szybko zabieraj swoje rzeczy! 
Spojrzałam na niego, ze zmrużonymi oczami jednak wykonałam jego polecenie i odniosłam swoje rzeczy do sypialni. Kiedy wróciłam, wszystko było już przyszykowane. Wino stało na środku stołu a talerze na dwóch jego końcach.
-Siadaj-Polecił Biersack, posłusznie wykonałam jego polecenie i spojrzałam na spaghetti. Muszę przyznać że wyglądało całkiem smacznie.
-Smacznego.-Powiedziałam i zaczęłam nabierać makaron na widelec. Wsadziłam, go do ust i myślałam że od razu to wypluję jednak moja kultura  by mi na to nie pozwoliła. Przełknęłam go i spojrzałam na uśmiechniętego Andy'ego. Nalewał właśnie wina które zaraz upiłam.
-Dlaczego masz taką kwaśną minę?- Wzruszyłam ramionami i nabrałam kolejną porcję na widelec. Poszedł za moim przykładem i również wziął porcję do ust. Momentalnie wstał i zabrał oba talerze.
-Co ty robisz?-spytałam marszcząc brwi.
-Wywalam to. Tego nie da się zjeść, podsumowując jest chujowe.
-Nie, jest złe.-Powiedziałam na próżno, ponieważ jedzenie znajdowało się już w koszu. Wyjął telefon ze swojej tylnej kieszeni i zaczął wystukiwać jakiś numer.-Co ty robisz?
-Zamawiam pizze. 

XXX

Kidy pizza już przyjechała, postanowiliśmy przenieść się do salonu gdzie był telewizor. 
Jedząc pizze i popijając ją winem błądziliśmy po różnych tematach. Na niektórych zatrzymywaliśmy się dłużej a na niektórych krócej. Jednak propozycja Andy'ego zdecydowanie zdziwiła mnie.
-Wiesz mam bilety na koncert fajnego zespołu. Może poszłabyś ze mną?- Spojrzał na mnie i upił łyk wina.
-Hm... Czemu nie, kiedy będą grali?
-Za dwa dni. Będziemy mogli świętować to że zdasz kolokwium.-Zaśmiał się a ja spojrzałam na kieliszek trzymany przeze mnie w ręce.
-Jak się nazywa?
__________________________________
Witam! 
Przychodzę do Was z rozdziałem. Wiem, że nie jest najciekawszy ale to się wytnie xD 
Jak Wam podobał się pomysł Andy'ego z jego gotowaniem? Podejrzewaliście że Angelika studiuje? Oraz najważniejsze xD Jak myślicie na jaki koncert  zabiera ją Andy?  Liczę na komentarze z Waszymi opiniami ^^ 
Do następnego ♥

niedziela, 24 stycznia 2016

Chapter four

Perspective Andy 
Nasza podroż minęła w miarę szybko, rozmawialiśmy o jakiś błahostkach.
Kiedy w końcu byliśmy, pod  blokiem Angeli, oboje patrzyliśmy przez chwile na siebie w milczeniu.
-To ja będę już iść. Dzięki za podwózkę - chwyciła za klamkę i już miała, wychodzić gdyby nie to, że chwyciłem ja za nadgarstek. Spojrzała zdziwiona, na swoja dłoń, a zaraz potem na mnie.
-Odprowadzę cie. Głupio by było, gdyby coś ci się stało, gdy ja bym sobie spokojnie wracał do domu - wzruszyłem ramionami, a ona chyba nie wiedząc za bardzo co mi odpowiedzieć, tylko kiwnęła głową. Wysiedliśmy i wolnym krokiem, ruszyliśmy pod jej klatkę. Wcisnąłem ręce do kieszeni moich czarnych spodni i patrzyłem na chodnik pod moimi stopami. Kiedy byliśmy pod drzwiami jej klatki brunetka zaczęła szukać kluczy. Rozbawiony jej widokiem pokręciłem głową, spojrzała na mnie wzrokiem mordercy i wróciła do szukania.
-Mogę na chwile? -wskazałem broda na jej torebkę, ta tylko prychnęła i podała mi saszetkę i zajrzałem do pierwszej kieszonki z lewej. Poczułem na palcach chłód kluczy i posłałem Angelice triumfalne spojrzenie. Chwyciłem klucze i odkluczyłem drzwi. Spojrzałem przez ramie na dziewczynę, która ma złożone ręce na piersiach i urażoną minę.
-Damy przodem - wskazałem ręką na drzwi i się uśmiechnąłem. Dziewczyna przeszła koło mnie i w miedzy czasie wyrwała mi torebkę z rąk. Rozbawiony ledwo powstrzymałem parskniecie śmiechem, wziąłem głęboki wdech i wyjąłem klucze z zamka. Dogoniłem brunetkę, która czekała na windę tupiąc.
-No weź się nie obrażaj o to, że nie mogłaś znaleźć tych kluczy - dźgnąłem ją w żebra, za co dostałem od niej w ramie.
-Nie dźgaj mnie! - pisnęła  a ja już nie mogłem powstrzymać śmiechu. Złapałem się za brzuch i śmiałem się głośno. Angelika udawała, że mnie nie zna i odsunęła się. Kiedy winda w końcu przyjechała, ja dalej się śmiejąc a brunetka urażona, weszliśmy do środka. Nacisnęła 15 piętro, kiedy w końcu się opanowałem z łzami w oczach oparłem się o ścianę. Dopiero teraz zauważyłem że w tej windzie jest lusterko, a to tylko dla tego że moja towarzyszka poprawiała własnie włosy. Podszedłem do lusterka i spojrzałem na nią ,jak dokładnie układa te włosy. Szkoda by było, gdyby ktoś je zepsuł, jak gdyby nigdy nic podnoszę ręce do góry. Tylko przez przypadek zamiast, trafić na moje włosy trafiają na jej. Zaczynam je tarmosić a ona zaczyna piszczeć i się wyrywać. Jednak jestem silniejszy i chwytam ja, w pasie tak żeby nie mogła uciec. 
Kiedy już winda była na odpowiednim pietrze drzwi się rozsunęły. Po raz kolejny otworzyłem drzwi, Angela myślała że może mi uciec jednak bylem szybszy. Kiedy uciekała do salonu złapałem ją w pasie i podniosłem. Ta mała gnida, jednak kopnęła mnie w udo przez co straciłem, równowagę i upadłem na tyłek, a że miałem ją na rękach upadła na mnie. Zaczęliśmy się śmiać, aż nagle, zapaliła się lampka, która stała koło kanapy. Na środku sofy siedział chłopak z czarnymi włosami z typową emo grzywką. Brodę miał opartą na rekach jednak zaraz zmienił pozę. Założył ręce na oparciu i założył nogę na nogę.
-O której to się wraca ,do domu młoda damo? - zaczął niskim głosem, jednak nie poświęciłem mu zbyt dużo czasu, bo przeniosłem wzrok na dziewczynę, która siedziała mi na kolanach i zwijała się ze śmiechu.
-Zamknij się cwelu, co ty tu w ogóle robisz? - podniosła się i otrzepała spodnie. 
Szkoda tylko, że to ja upadłem na ziemie a nie ona,  jednak nic nie powiedzialem. Odwróciła się do mnie i podała mi rękę żebym wstał. Bez słowa, przyjąłem jej pomoc i wstałem.
-Jak to co? Czekam na ciebie już...- wyjął telefon i sprawdził godzinę - cztery godziny i dwadzieścia siedem minut.
-Nie moja wina, że nie masz własnego życia. Ja nie wiem jak Alex z tobą wytrzymuje....- nastała cisza i brunetka przypomniała sobie o moim istnieniu - Andy to mój przyjaciel Johnnie, Johnnie to jest Andy... mój chłopak.
Moje oczy zrobiły się pewnie wielkie. Myślałem, że udajemy tylko przed Cody'm, a tu okazuje się, że jednak nie...chłopak podniósł się i wyszczerzył zęby w uśmiechu.
-Milo mi cie poznać. W końcu masz chłopaka! - ostatnie słowa powiedział bardziej do niej niż do mnie.
-Mi ciebie też miło poznać - uśmiechnąłem się, moim wybawca okazał się mój telefon - przepraszam ale muszę odebrać.
Odwróciłem się na pięcie i wyszedłem z pomieszczenia. Wyjęłam telefon i odebrałem.
-Halo?
-Andy? - po głosie mogłem rozpoznać Ash'a.
-No a kto inny? -  wyszczerzyłem zęby w uśmiechu.
-No nie wiem... na przykład Annabel.
-Kim do kurwy nędzy jest Annabel?- zmarszczyłem brwi próbując przypomnieć sobie jakąś laskę o tym imieniu.
-No ta o której opowiadałeś że spotkałeś itp...
-Mówisz o Angelice? - on zdecydowanie nie ma pamięci do imion.
-Chyba tak nie pamiętam... no ale mniejsza.  Bo jest sprawa.
-Co się dzieje?
-No bo idziemy razem do klubu. No wiesz ja, CC, Jeremy, Jake i Ronnie. Zastanawiamy się czy idziesz z nami.
W sumie czemu nie? Chętnie bym się czegoś napił.
-Dobra, to gdzie i o której?- Purdy podał mi adres i powiedział ze spotkamy ,się na miejscu. Rozłączyłem się i schowałem telefon, do kieszeni, już miałem wchodzić gdyby nie to, że ta dwójka o czymś rozmawiała. Jednak nawet nie o czymś, jak o mnie samym. Stanąłem koło drzwi i słuchałem.
-To nie za szybko? - spytał chłopak.
-Nie, nie za szybko. Minęło już 6 miesięcy, jestem gotowa na nowy związek. Po za tym Andy jest miły,  zabawny a także potrafi, się mną zaopiekować - czułem jak moje ego, dzięki niej rośnie.
-Lika, uwierz mi nie mówię, że nie. Jednak obawiam się ,czy nie powinnaś dłużej poczekać aż zaczniecie ,ze sobą chodzić - mimo że nie jesteśmy para na prawdę to poczułem się dotknięty. Postanowiłem zainterweniować i wszedłem do środka.
-Kochanie, przepraszam ale Ashley ma jakiś problem i prosił mnie żebym do niego przyjechał.-Uśmiechnąłem się słabo, patrząc na Andzie. 
-No rozumiem, jedz do niego - dziewczyna posłała mi szczery uśmiech, który zaraz odwzajemniłem. Nie wiedziałem co dalej zrobić. Podejść i ja pocałować,czy tylko powiedzieć pa. Ostatecznie zdecydowałem, że do niej podejdę i ją pocałuje przynajmniej będzie to wyglądać bardziej wiarygodnie.
-Do zobaczenia kochanie - pokonałem dzieląca nas odległość dwoma krokami i złożyłem na jej ustach całusa - milo było cie poznać Johnnie.
Po tych słowach opuściłem mieszkanie i udałem się do windy. Wcisnąłem guzik dzięki, któremu zaraz pojawi się winda i zacząłem wpatrywać się w swoje buty.
Kiedy winda przyjechała wszedłem do środka i nacisnąłem guzik parteru. Spojrzałem na swoje odbicie i przeczesałem palcami włosy. Nie wyróżniam się jakoś wyglądem od innych mężczyzn. Jestem wysoki, mam włosy pofarbowane na czarno. Tak, farbuje włosy no ale mniejsza... mam niebieskie oczy, widoczne kości policzkowe, kolczyk w nosie. Dobra, może nie każdy facet, ma nostrila ale na to nie musimy zwracać uwagi. Jedyne co mnie wyróżnia to duża ilość tatuaży. Przekrzywiłem głowę i patrzyłem na swoje ubranie. Czarna skórzana kurtka, która teraz była rozpięta, tego samego koloru koszulka i teraz się zdziwicie! Czarne spodnie! Czyli krótko mówiąc mam na sobie od cholery i trochę kolorów. Kiedy winda w końcu zjechał na dół wysiadłem i udałem się do swojego auta. Otworzyłem go z pilota i wsiadłem do środka. Wsadziłem kluczyk do stacyjki i odpaliłem auto uprzednio zapinając pasy. 

XXX
Kiedy bylem już na miejscu wysiadłem z samochodu i ruszyłem ku klubowi. Przed wejściem czekali na mnie chłopcy, podbiegłem truchtem do nich i się przywitałem.
-To co? Wchodzimy? - spytałem ,szczerząc zęby w uśmiechu. Wszyscy pokiwali głowami i weszliśmy do zatłoczonego klubu. Zapach alkoholu i spoconych ciał zaatakował moje nozdrza.
-Andy, zarezerwowaliśmy loże - zwrócił się do mnie Jake na co tylko kiwnąłem głową, kierowaliśmy się ku schodom prowadzących na piętro. Kiedy już tam byliśmy, zajęliśmy miejsca. Siedziałem pomiędzy CC'm i Ronnie'm. Zaraz podeszła do nas skąpo ubrana kelnerka, która spytała się co chcemy. Wspólnie zdecydowaliśmy się na wódkę i jakieś soki. Muzyka głośno dudniła mi uszach jednak mimo to dalej kontynuowałem rozmowę z przyjaciółmi na temat kelnerki która przed chwila zebrała nasze zamówienie.
-Kto się założy, że wyrucham ją w ciągu dwóch godzin? - spytał Ash posyłając nam pewien siebie uśmiech.
-Co mi tam, wchodzę w to - Jeremy rzucił na stół dwadzieścia dolarów.
-Niech ci będzie - Radke wyjął portfel i znalazł w nim sto dolarów. Poszedł za przykładem Fergusona i rzucił pieniędzmi na stół.
Uśmiechnięty basista sam dorzucił pięćdziesiąt dolarów. Po jakichś 10 minutach przyszła ta sama kelnerka z taca na rekach i naszym zamówieniem.
-Jak ci na imię? - spytał blondynki z dużymi piersiami. Widać było, że nie grzeszy rozumem jednak nic nie mówiliśmy tylko patrzyliśmy jak dziewczyna zakręca sobie włosy wokoło palca.
-Kate, a ty?
-Ashley, może usiądziesz z nami? - oparł się ręką o stolik i spojrzał jej w oczy.
-No nie wiem... nie powinnam...- jej policzki się zaróżowiły a ja miałem ochotę ja wyjebać jak najdalej stad.
-Nie daj się prosić - oparła rękę o stolik a Purdy to wykorzystał i położył swoja dłoń na jej.
-Za dwadzieścia minut mam przerwę... wtedy przyjdę - przygryzła wargę, miała niepewna minę a ja tylko przewróciłem oczami.
-Będę czekać - chłopak uśmiechnął się figlarnie, Kate odeszła kręcąc mocno biodrami. Kiedy była w bezpiecznej odległości oparłem się rekami o stolik.
-Serio? Ona jest pustą blondynka, stary stać cie na więcej - mój przyjaciel wzruszył ramionami i wziął butelkę do rąk.  Odkręcił ja i nalał nam bezbarwna ciecz do kieliszków. Sam nalałem sobie soku i wziąłem kieliszek do ręki.
-Za dobry seks, żeby nigdy nie był monotonny! - stuknęliśmy się kieliszkami i wypiliśmy, paląca ciecz przelała się przez mój przełyk co spowodowało lekki grymas na mojej twarzy .Jednak Zaraz przepiłem to sokiem jabłkowym. 
Wypiliśmy jeszcze trzy kolejki i poszedłem tańczyć, podszedłem do jakiejś brunetki z niebieskimi końcówkami. Położyłem jej dłonie na biodrach, a ta zaczęła kręcić pupa. Przetańczyliśmy może jeszcze cztery piosenki, a w miedzy czasie dowiedziałem się że ma na imię Juliet. 
XXX
Wyszedłem z kabiny i dopiąłem pasek u spodni. Zaraz za mną wyszła Juliet poprawiając swoją sukienkę. Dziewczyna dala mi swój numer telefonu i wyszła. Ja natomiast Podszedłem do umywalki i umyłem ręce. Wyszedłem z łazienki i skierowałem się do naszej loży, kiedy już tam byłem zauważyłem ze tylko Ashley, Ronnie i ta blondynka tam siedzą. Usiadłem koło Radke i szturchnąłem go w ramie chcąc wiedzieć jak daleko zaszli.  Nachylił się do mnie i szepnął do ucha:
-Na razie tylko się całowali i on ją maca po tyłku - pokiwałem głową na znak że rozumiem. Basista coś jej szepnął do ucha po czym oboje wstali. Skierowali się ku łazience, brunet położył jej rękę na pupie, druga natomiast udawał że się drapie jednak kiedy ona nie widziała pokazał nam środkowy palec. Zaśmiałem się cicho i pokręciłem głową, wyczułem na sobie czyjeś intensywnie spojrzenie. Nawet nie czyjeś co Ronnie'go. Odwróciłem się w jego stronę i podniosłem pytająco brwi.
-A ty kochasiu gdzie się podziewałeś?-  spytał z głupia mina.
-Zwiedziłem łazienki w klubie.
-Ładna chociaż była?
-Całkiem spoko - wyszczerzyłem zęby w uśmiechu.
-Ej.... a ty czasem nie jesteś z ta cała Angelika?
Zapadła chwila ciszy gdzie nie wiedziałem co odpowiedzieć.  Niby jesteśmy razem ale to tylko na niby wiec chyba mogę się ruchać...
-Niby tak, jednak to miało być na niby. Wiec chyba mogę się ruchać co nie? - spojrzał na mnie z nieokreślona mina.
-Powiem Ci, że nie wiem... bo jak by na to nie patrzeć to jesteście niby "para"... wiec to chyba nie fair z twojej strony...- podrapał się po głowie i spojrzał na mnie - Idziemy po jakieś drinki ?
Spojrzałem na przyjaciela i pokiwałem głową. Wstaliśmy i skierowaliśmy się do baru. Jednak zatrzymaliśmy się przy schodach żeby zobaczyć co się dzieje. Pomimo głośnej muzyki można było usłyszeć krzyki. Skierowaliśmy tam nasze wzroku i serce momentalnie mi zamarło. W środku tej awantury uczestniczył Ashley. W tej samej sekundzie spojrzeliśmy się na siebie z Radke. Szybko zeszliśmy na dół i podeszliśmy do zbierające się grupy ludzi przy tej awanturze. Przedarliśmy się do środka i spojrzeliśmy o co chodzi. Oczywiście o ta jebana blondynę.
-Hej hej! Panowie spokojnie - zaczął Ronnie, jednak na tego gościa zadziałało to jak płachta na byka - chyba kurwa powiedziałem spokojnie. Głuchy jesteś? !
Wysoki szatyn z dłuższymi włosami spojrzał na nas.
-To kurwa może wytłumacz temu idiocie że ona musi teraz pracować a nie pieprzyc się w kiblu !-wskazał ręką na dziewczynę, oboje spojrzeliśmy na dziewczynę.
-Okey, przepraszam w imieniu kolegi - zerknąłem na Ashley'a i położyłem mu rękę na ramieniu żeby dać mu do zrozumienia że mamy się wycofać. Jednak ten dalej patrzył zawzięcie na właściciela klubu. Spojrzałem porozumiewawczo na Ronnie'go a ten tylko kiwnął prawie niezauważalnie głową i złapał Purdy'ego. Uśmiechnęliśmy się przepraszająco i zawlekliśmy przyjaciela do stolika zanim wywołał by jakaś awantura lub bójkę.
-Co się tam do cholery stało? - syknął wokalista Falling in reverse.
-Nic, miałem już iść z nią do kibla, jednak przed nami pojawił się ten facet.  Powiedziałem, że ma się przesunąć jednak tamten tylko zaczął się coś tam drzeć, a ja nie pozwolę żeby ktoś darł się na mnie za nic. No a potem przyszliście wy i zniszczyliście cały zakład, który prawie wygrałam - założył ręce na piersi i dokładnie się nam przyglądał.
-Daj spokój z tym głupim zakładem - Ronnie poklepał go po plecach i rzucił ten hajs z zakładu w jego stronę. Basista spojrzał zdziwiony na naszego przyjaciela jednak tamten tylko wzruszył ramionami. Wyjąłem telefon żeby sprawdzić godzinę. 3:48 wow ...
-Ej chłopcy, będę się zbierał. - podniosłem się i wsadziłem rękę do tylnej kieszeni i wyjąłem  portfel.-Żeby nie było, że się nie dołożyłem.
Rzuciłem 30 dolarów na stół i wyszedłem. Kiedy byłem już przy wyjściu zadzwoniłem po taksówkę. Muszę pamiętać żeby jutro po niego wrócić. Mówiąc to patrzyłem na swój samochód.
-------------------------
Cześć wszystkim!☆
W końcu jest długo wyczekiwany rozdział! Co sadzicie o Johnnie'm  i jego relacji z Angelika? Podobał się Wam wypad, chłopaków do baru? W końcu zrobiłam perspektywę Andy'ego :D Komentarze miło widziane :3
Do następnego!♡