środa, 30 grudnia 2015

Chapter three

Perspective Angelika
Promienie słoneczne, raziły mnie niemiłosiernie. Przewróciłam się, na druga stronę bardziej wtulając się w ciepła poduszkę. Podciągnęłam kołdrę, tak że zasłaniała mi teraz usta i polowe nosa. Zaciągnęłam się, zapachem męskich perfum z domieszka dymu papierosowego. Zmarszczyłam brwi i otworzyłam oczy, rozejrzałam się po całym pokoju. To zdecydowanie to nie był mój pokój, skrzywiłam się kiedy spojrzałam w stronę okna. Nienawidzę mieć kaca. Odkryłam się i stanęłam na równe nogi, przez co zrobiło mi się ciemno przed oczami. Przytrzymałam się ściany czekając aż przejdzie. Kiedy to coś już się skończyło, spojrzałam na swoje odbicie w lustrze, które stało naprzeciwko łózka. Zdziwiona spojrzałam jeszcze raz na siebie, miałam na sobie koszulkę z logiem " Kiss'ow", która sięgała połowy moich ud i bielizna, którą miałam wczoraj na sobie. Szybko rozejrzałam się, w poszukiwaniu jakiegoś nakrycia, które mogłabym na siebie zarzucić. Niestety nie znalazłam niczego, co mogłabym na siebie założyć. Zrezygnowana, naciągnęłam materiał na moje nogi, by zasłonił nieco więcej. Otworzyłam drzwi i rozejrzałam się gdzie jestem. Aktualnie znajdowałam się na pierwszym pietrze co mogłam wywnioskować z tego, że na końcu korytarza były schody. Ściany były pomalowane, na biało a dodatki typu drzwi, barierki od schodów czy ramki na ścianach były czarne. Wszystko było czyste i bardzo schludne, szlam korytarzem kierując się ku schodom ,oglądając zdjęcia, które wisiały na ścianach. Na pierwszym zdjęciu, był mały chłopiec. przytulając się najprawdopodobniej do swojej mamy, na następnym był ten sam mały blondynek, tyle że tym razem straszy, razem ze swoimi rodzicami. Zatrzymałam się, bo usłyszałam ciche pochrapywanie. Podeszłam do barierki i ujrzałam bruneta, który spal na kanapie, jednak jego zbyt długie nogi wstawały zza namiernika. Uśmiechnęłam się mimowolnie, to mile że zamiast mi kazać spać na kanapie, sam się na niej położył, a mi odstąpił swoje łóżko. Oparłam się o barierkę, i podłożyłam rękę pod brodę, chwile się mu przyglądałam. Dopiero po chwili zorientowanym się, że koc, którym najprawdopodobniej się przykrywał, leży na ziemi. Zeszłam po cichu po schodach i podniosłam go. Okryłam Andy'ego i postanowiłam, mu wynagrodzić to, że specjalnie spał na kanapie. Odszukałam pomieszczenie, które było kuchnią. Ściany były pokryte beżową farbą, a wyposażenie było nowoczesne. Podeszłam do podwójnej lodówki i wyjęłam, produkty potrzebne do zrobienia jajecznicy. W półkach, znalazłam patelkę i pokroiłam wcześniej znaleziona, szynkę. Zajęłam się robieniem naszego śniadania. Wstawiłam wodę w czajniku i znalazłam kubki, wsypałam do nich kawę. Zaczęłam szukać talerzy i kiedy już je, znalazłam nałożyłam na nie jedzenie. Kiedy woda się zagotowała zalałam kawę. Wyjęłam, sztućce i postanowiłam po cichu zanieść wszystko, na stolik przed kanapą. Wszystko już było przygotowane, postanowiłam obudzić chłopaka.
-Andy... Andy, wstawaj - zaczęłam potrząsać jego ramieniem, żeby go obudzić.
-Mamoo - powiedział przeciągle - daj mi jeszcze 10 minut... obiecuje, że nie spóźnię się do szkoły....
-Dzięki, że masz mnie za taką stara - zachichotałam.
-Co? - otworzył zaspane oczy - Aa... Coś się stało? - usiadł prosto i przeciągnął się, ukazując przy tym swój nagi tors. Zarumieniłam się i szybko przeniosłam wzrok na talerze.
-Nie... po prostu pomyślałam, że mogłabym ci się zrewanżować za to, że spałeś na kanapie i w ogóle... - spojrzał na mnie zdziwiony, na co tylko wzruszyłam ramionami.
-Dzięki ale nie musiałaś... - podrapał się po głowie. Usiadł przed stolikiem i chwycił kawę. Napił się i na jego ustach, uformował się uśmiech - Ufff już myślałem, że posłodziłaś. Nie przepadam za słodzoną kawą, cukier zabiera cały smak.
-Myślałam, że tylko ja tak myślę.
-No cóż, w takim razie jest nas dwóch - zaczął jeść, a ja się mu przypatrywałam czekając aż, powie czy jest chociaż trochę zjadliwa. 
-Jak ci smakuje?
-Jest mega, serio dawno nie jadłem tak dobrej jajecznicy - uśmiechnął się szeroko, wzięłam kubek w ręce i zaczęłam powoli pic - nie będziesz jadła?
-Nie... nie jestem za bardzo głodna - posłałam mu uśmiech. Odłożył swój talerz i spojrzał na mnie z mina mordercy.
-Masz to natychmiast zjeść - syknął dalej mierząc mnie wściekłym spojrzeniem.
-Nie.
-Nie? Jak to nie?! Musisz jeść.
-Nie jestem głodna. - chłopak oparł głowę na rekach i policzył po cichu do 10  - chcesz to możesz to zjeść. O, i z łaski swojej nie krzycz tak, bo mnie boli głowa - westchnął cicho i pokręcił z niedowierzaniem głową. W ostateczności wziął mój talerz i zjadł. Upiłam kolejny łyk kawy.
-Jakim cudem się dzisiaj, u ciebie obudziłam? Jak to się stało, że spałam w twojej koszulce i czemu ty tu spałeś? -zapytałam cicho.
-Nie pamiętasz nic? - pokręciłam przecząco głową - więc kiedy wczoraj wyszliśmy, na fajkę zaczął cie, strasznie bolec brzuch. Stwierdziłaś że jak wrócisz, na parkiet to ci przejdzie. Jednak ja, się na to nie zgodziłem i zamówiłem taksówkę. Na początku, strasznie protestowałaś, kiedy powiedziałem że jedziemy do mnie. Jednak ostatecznie, nie miałaś nic do powiedzenia, bo kiedy taksówka podjechała pod mój dom, wziąłem cie, na ręce i wniosłem do domu. Zrobiłem ci, cieplej herbaty ale ona nic nie pomogła. Nagle zapytałaś gdzie jest łazienka i od razu tam pobiegłaś. Trzymałem ci włosy, chyba przez godzinę. Potem kazałem ci się położyć, w łóżku ale, że byłaś ubrana. Zaproponowałem ci żebyś założyła jakąś moja koszulkę i dresy, ale nie chciałaś się zgodzić na spodnie. Więc wyprzedzając twoje pytanie sama się przebrałaś. No i siedziałem z tobą aż nie usnęłaś. Spałem na kanapie, ponieważ poszedłem do kuchni, napić się czegoś, ale nie miałem już siły iść, do pokoju gościnnego - kiedy skończył opowiadać, swoja historie czułam, jakie moje policzki robią się czerwone.
-Boże... Andy przepraszam, że musiałeś mnie oglądać, w tym stanie i musiałeś wcześniej wyjść...- założyłam ręce na twarzy, żeby ukryć zawstydzenie.
-Hej! Spokojnie, nic się nie stało. W końcu jesteś moją dziewczyna! Zrobiłabyś dla mnie to samo! Jednak jeśli, tak bardzo chcesz się zrekompensować to... oczekuje tak pysznych, posiłków przynajmniej raz dziennie - posłał mi zadziorny uśmiech, przez co wybuchłam śmiechem.
-Zauważ proszę, że jestem twoja dziewczyna, na niby kochany. Więc z jedzenia nici.
-Musisz wszystko psuć? Już się cieszyłem, ze przynajmniej raz dziennie, będę mieć normalne jedzenie...- zrobił minę, naburmuszonego pięciolatka.
-No widzisz... życie nie chce ci iść, na rękę - poklepałam go po ramieniu i starałam się, stłumić śmiech przez co pewnie wyglądam jak hiena. Andy najwyraźniej to zauważył wiec wykorzystał moment, mojej nieuwagi, rzucił się na mnie i zaczął gilgotać.
-Wiec jak to było? Już wiem " życie nie chce ci iść na rękę". Tobie, w tym momencie też - i zaczął mnie jeszcze bardziej smyrać, nie wiem od czego byłam bardziej czerwona. Od tego, że brunet siedzi, na mnie okrakiem w samych bokserkach, a ja jestem tylko w cienkiej bluzce i bieliźnie, czy od śmiechu.
-Andy... błagam... przestań...- wydusiłam, przez napady śmiechu, chłopak na chwile przestał i złapał, mnie za ręce które, później przygwoździł nad moja głową.
-No wiec jak będzie z tym moim posiłkiem? - zachichotał.
-Ugh... dobra ale pość mnie już - w ułamku sekundy, już siedział, na swoim miejscu z kubkiem kawy w ręce. Pokręciłam głową z niedowierzaniem. Poprawiłam swoja koszulkę i usiadłam prosto. Prowadziliśmy luźną rozmowę, już przy drugim kubku kawy. 
-Tak właściwie to gdzie są moje ubrania? - wypaliłam nagle ,brunet dokładnie mi się przyjrzał, co mnie lekko zdziwiło jednak nic nie powiedziałam . 
-Tego też nie pamiętasz? Kompletnie nic? Zero? - pokręciłam przecząco głową. - Jak by ci tu to wytłumaczyć ..
-Jak najszybciej..- oparłam się o oparcie kanapy .Usłyszałam odchrząkniecie, a zaraz potem cichy śmiech.
- Skoro tak mówisz... Miałaś iść spać wiec dałem ci ubrania, jednak ty chciałaś iść oglądać kucyki pony. Powiedziałem ci, że masz się przebrać, a potem się zastanowimy .Wyszedłem i zaczekałem, aż się przebierzesz. Kiedy mnie zwołałaś otworzyłem drzwi ,a pierwsze co mnie powitało, to spodnie którymi rzuciłaś mi w twarz, bo jak wcześniej wspomniałem nie chciałaś ich. Kiedy zapytałem się czemu ich nie założyłaś to stwierdziłaś, że są nie wygodne i powiedziałaś, że chcesz oglądać kucyki pony albo batmana. Gdyby nie to, że wiedziałem, że dalej boli cie brzuch to skusiłbym się na batmana. Kiedy się nie zgodziłem, zaczęłaś rzucać we mnie reszta ubrań, kiedy już się znudziłaś to usiadłaś na ziemi i patrzyłaś na mnie spod przymrożonych powiek. Zrezygnowany posprzątałam, twoje ubrania i położyłem je na pralce.Wiec jeśli ich nie wyrzuciłaś, to dalej tam są - spojrzałam, na niego zdziwiona, jego historia mnie coraz bardziej pogrąża.
-Nie mówisz poważnie, prawda?
-Aż tak, nie umiem zmyślać - posłał mi słaby uśmiech. Mam ochotę, przybić sobie piątkę z twarzą.-Dobra, nie mówmy o tym. Jeśli chcesz się umyć, to łazienka jest na piętrze, ostatnie drzwi na prawo. A ja tu posprzątam, skoro ty przygotowałaś.
-Na pewno? Mogę ci pomóc, to nie problem - spojrzałam na niego, w jego oczach tańczyły radosne płomyki. Nie wiedziałam jednak z jakiego to powodu.
-Nie, spokojnie poradzę sobie. Ręczniki, są w półce kolo umywalki. Pokiwałam głową na znak że rozumiem, podniosłam się i naciągnęłam koszulkę,tak żeby nie było widać niczego. Jednak nie byłabym sobą, gdybym przynajmniej dwa razy nie pomyliła drzwi. Kiedy znalazłam, już odpowiednie i je otworzyłam pierwsze co rzuciło mi się w oczy to duża biała wanna pod oknem naprzeciwko wejścia. Po lewej stronie znajdowała się umywalka ze złotymi dodatkami, po prawej natomiast znajdowała się ubikacja, a zaraz koło niej kosz na pranie i pralka. Właśnie! Podeszłam do pralki i zauważyłam swoje ubrania. Upewniłam się, że zamknęłam drzwi. Ściągnęłam z siebie koszulkę i bieliznę w miedzy czasie na puszczając ciepłej wody do wanny. Usiadłam na brzegu i czekałam aż woda się na leje, znalazłam w szafce sól do kąpieli nasypałam jej tam trochę i z uśmiechem na ustach weszłam do wanny. Podobnie jak male dziecko zaczęłam bawić się piana. Kiedy woda trochę ostygła zaczęłam myc włosy szamponem Andy'ego.
-Angela ?Jak skończysz się kapać to nie ubieraj się w tamte rzeczy - powiedział brunet przez powłokę drzwi.
-Dlaczego?
-Bo podejrzewam, że nie chcesz ubierać się w brudne ubrania.
-W takim razie mam paradować po twoim domu w samym ręczniku?! - zapytałam już bardziej zirytowana.
-Nie... po prostu przyniosę ci zaraz ubrania na zmianę. Daj mi 20 minut, podejrzewam, że do tego czasu i tak nie zdążysz doprowadzić się do porządku - na koniec zaśmiał się, a ja przewróciłam oczami.
-Nie chce chodzić w ubraniach jakiejś laski.
-Zaufaj mi nie będziesz. Po prostu, daj mi te jebane 20 minut.
-Jak tam sobie chcesz...- mruknęłam pod nosem.
-Słyszałem!-po tych słowach usłyszałam oddalający się odgłos uderzania botów o podłogę.
XXX
Kiedy już skończyłam się myc, czekałam owinięta w puchaty ręcznik na Andy'ego w łazience. W końcu usłyszałam pukanie.
-Mogę wejść?
-Jeśli musisz, ale obiecuje ci że jeśli zaczniesz się gapić to ci przywalę!
-Dobra! Ale wiedz że psujesz cala zabawę - drzwi się otworzyły, a przez nie wszedł chłopak z ręka na oczach a w drugiej trzymał jakieś ubrania i kosmetyczkę. Chwila... to nie byle jakie ubrania i kosmetyczka. To jest MOJE. Już miałam się odzywać gdy zobaczyłam, że niebieskooki odsuwa od siebie dwa palce przez co możne mnie zobaczyć. Mocniej ścisnęłam ręcznik na sobie i pierwsze co trafiło mi się pod ręke, a w tym przypadku żel pod prysznic poleciało w stronę chłopaka i walnęło go w ramie.
-Ała kurwa to boli! Nie rzucaj we mnie!
-Mówiłam ci że jak będziesz się gapił to cie walne! - czułam jak moje policzki płoną, mój towarzysz zdjął rękę, podszedł do mnie i podał mi wszystkie rzeczy.
-Miałem wysłać któregoś z chłopców po twoje rzeczy ale stwierdziłem, że będziesz czuła się lepiej jeśli ja ci je przywiozę.
-Grzebałeś w mojej bieliźnie?! I skąd do cholery miałeś klucze żeby tam wejść?! - zapytałam, a mój głos podskoczył o oktawę  - wziąłem twoje klucze, które były w twojej torebce - powiedział niewzruszony. 
-Grzebałeś, w mojej torebce?! 
-No tak, przecież mowie... 
-I mówisz to tak obojętnie?! To było włamanie!
-Nie moja droga. Otóż włamaniem można nazwać to gdy ktoś, rozwali zamek w twoich drzwiach, albo coś w tym stylu. Jednak kiedy kulturalnie otwiera, drzwi kluczem i nie zostawi, za sobą syfu to nie można tego tak nazwać  
-Jesteś głupi - westchnęłam cicho i pokręciłam głową  
-A może jakieś małe dziękuje?
-Dzięki... - podniosłam głowę, tak żeby móc spojrzeć na jego twarz, na której malował się zadziorny uśmiech - a teraz jeśli skończyłeś, to proszę cie uprzejmie wyjdź bo mam zamiar się ubrać.
-Ale...
-WYNOCHA - powiedziałam przez zaciśnięte zęby, brunet bez słowa potruchtał do drzwi. Położyłam przyniesione przez chłopaka ubrania na umywalce i zaczęłam wycierać ciało. Kiedy już skończyłam tą czynność podeszłam do kupki moich rzeczy, jednak kiedy zobaczyłam co ten kretyn mi przywiózł aż kleknęłam. Spojrzałam na moje najbardziej obcisłe spodnie jakie miałam w szafie i jak się okazało nie moją bluzkę z nazwą zespołu jakiego nie znałam. Bielizna była jeszcze lepsz, a mianowicie czarna koronkowa.. można rzec, że była dość seksowna.



Zniesmaczona ubrałam się i zaczęłam się malować uprzednio myjąc zęby.
Otworzyłam drzwi i zanim zdążyłam wyjść natknęłam się na bruneta który opierał się o ścianę na przeciwko łazienki.
-Czemu nie przywiozłeś mi mojej koszulki?
-Bo twoje nie są tak ładne jak moje - powiedział i wzruszył ramionami - i nie myliłem się.
-Ugh...-dopiero teraz zauważyłam, że też się przebrał. Maił na sobie, czarna koszule z krótkim rękawem i odpiętym pierwszym guziczkiem, a do tego czarne rurki z dziurami na kolanach. Włosy rozpuścił przez co sięgały mu do ramion, są zaskakująco zadbane jak na faceta. Gdybym tylko mogła to podeszłabym do niego i ich dotknęła.
-Zrób zdjęcie, starczy na dłużej - wyszczerzył się, ukazując przy tym, śnieżno białe zęby. Poczułam się zażenowana tym co powiedział i tym o czym myślałam - ładnie ci w tej koszulce, zatrzymaj ją.
-Nie mogę. Należy do ciebie, nie będę ci jej zabierać - założyłam ręce na piersi i oparłam się o framugę drzwi.
-Spokojnie, mam jeszcze kilka koszulek tego zespołu - uśmiechnął się, a ja nie wiedziałam co go tak cieszy.
-Jak sobie tam uważasz... dziękuje - spojrzałam mu w oczy przez co jego uśmiech się poszerzył o ile to jeszcze w ogóle możliwe - będę się już zbierać...
-Nie zostaniesz? Myślałem, że może zjemy razem obiad i może obejrzymy jakiś film albo serial.-podrapał się po głowie.
-Nie wiem, czy to dobry pomysł. Nie chce, ci się narzucać.
-Nie bądź głupia, to nie jest problem.- jednym krokiem pokonał, dzielącą nas przestrzeń i przełożył ramie przez moją głowę. Dzięki czemu ,teraz leży na moich barkach - Na co masz ochotę? Masz do wyboru pizze, albo pizze ewentualnie gdybyś nie chciała, pierwszych dwóch propozycji to możesz wybrać pizze.
-Hm...- udałam, że się zastanawiam - to trudny wybór,  jednak chyba wybiorę pizze.
Oboje wybuchliśmy śmiechem i zeszliśmy na dół, ja poszłam poszukać czegoś w telewizji a Andy poszedł po talerze i szklanki. Wszystko byłoby idealne, gdyby nie to ze pokłóciliśmy się o to kto zapłaci za pizze. Andy chciał zapłacić sam, bo stwierdził że to on namawiał mnie żebym została, jednak ja uważałam ze możemy się złożyć. Nie jestem typem dziewczyny która, tylko czeka na to aż facet będzie jej wszystko fundował.
- Dobra! Jak tam sobie chcesz! - fuknęłam zła i usiadłam na sofie, chłopak zadzwonił w końcu po nasze jedzenie.
-Dzień dobry,  poproszę dwie duże pizzy. Tak, jedna hawajska a druga devil - podał jeszcze adres i usiadł koło mnie - Co ci?
-Dla kogo zamówiłeś hawajska? - spytałam i zmarszczyłam nos.
-No dla ciebie, przecież nie dla siebie.
-No chyba właśnie dla siebie. Ja biorę devil'a a ty wcinaj te ananasy - powiedziałam słodkim głosem, brunet spojrzał na mnie i popukał się w głowę.
-No mniejsza i tak będziesz jadł ananasa. W telewizji nic nie ma - założyłam ręce na piersi i spojrzałam się z wyrzutem na płaskie pudło przed nami.
-Nie pomyślałaś o tym żeby pościć coś z laptopa?
-Tak geniuszu, bo ja muszę o wszystkim myśleć - dźgnęłam go paznokciem w  tors. Pokręcił z dezaprobatą głową i poszedł do góry najprawdopodobniej po laptopa. Po jakichś pięciu minutach, wrócił niosąc pod ręką srebrnego laptopa z tandetnym jabłuszkiem. Tsa... mówię, że jest tandetny a mam takiego samego brawo... Ponownie usiadł koło mnie i położył sobie urządzenie na kolanach.
-Oj nie nie! Ja wybieram!- zabrałam mu urządzenie i pokazałam mu język. Wyszukalam pierwszy sezon zaklinaczki duchów i zerknęłam kątem oka na mojego towarzysza.
-Jak chcesz to oglądać, to włącz czwarty sezon - spojrzałam na niego zdziwiona - no co? Oglądałem to, bo Ashley jest wiernym fanem, a jako że pierwsze trzy już oglądałem to możemy obejrzeć czwarty.
Bez slowa włączyłam pierwszy odcinek owego sezonu i zaczęliśmy oglądać.  Jednak po dwudziestu minutach ktoś zadzwonił do drzwi, domyśliłam się, że to dostawca pizzy i odłożyłam szybko laptopa na stolik i przebiegłam dosłownie mu dosłownie po nogach byle by dotrzeć pierwsza do drzwi i wziąć pizze, którą brunet nie chciał się podzielić. Kiedy już tam dobiegłam otworzylam szybko drzwi. Zanim młody chłopak zdarzyl powiedzieć dzień dobry ja mu przerwalam:
-Która pizza to pizza devil? -niski blondyn spojrzał na mnie jak na wariatkę jednak bez słowa wskazał palcem pierwsze pudełko. Szybkim ruchem zabrałam mu karton i już miałam się wycofywać gdy poczułam czyjeś ręce na biodrach - Cholera...
-Proszę - mój oprawca podał lekko zmieszanemu sprzedawcy należny banknot i odebrał pizze dalej trzymając mnie jedna ręką - Chciałaś tak nie ładnie uciec? Oj Angelika... ze mną  nie tak łatwo.
Poczułam jak jego klatka piersiowa trzęsie się od śmiechu, korzystając z jego nieuwagi uciekłam na górę ze swoją zdobyczą i wpadłam do pierwszego lepszego pokoju. Zamknęłam szybko drzwi I osunęłam się po cienkiej powłoce  która odgradzala mnie od Andy'ego.  Rozejrzałam się po pomieszczeniu,  okazało się że weszłam do jego pokoju.
-Nie zachowuj się jak dziecko.
-Sam się tak zachowujesz!-burknelam, usiadłam na lozku i założyłam nogę na nogę.
-Nie, zdecydowanie ty.- po tych slowach nacisnąl  na klamkę która od razu ustąpiła. Cholera... zapomniałam zamknąć je na klucz. Nim zdążyłam się zorientować leżałam przygniecona przez ciało chłopaka. Jego twarz była niebezpiecznie blisko mojej, przełknęłam nerwowo ślinę i spojrzałam mu w oczy.  Uśmiechnął się charyzmatycznie i sięgnął po pudełko z naszym jedzeniem, które leżało nad moja głową. Zanim ze mnie zszedł nachylił się i pocałował mnie w policzek - Idziesz?
Zmieszana pokiwałam głową, a mój towarzysz podał mi rękę żeby pomóc mi wstać. Przyjęłam jego pomoc i wyszliśmy z pokoju. Na korytarzu Andy położył mi rękę na biodrze - Co ty robisz? - posłałam mu nienawistne spojrzeniem i zrzuciłam jego rękę. Usiedliśmy na kanapie i patrzyliśmy wyczekująco na siebie.
- Nie oddam ci tej pizzy - powiedziałam hardo.
- Nie zabiorę ci jej. Ciekawe czemu... - zaśmiał się ironicznie, wywróciłam oczami i sięgnęłam po kawałek ciasta, który leżał w pudełku na kolanach mojego "rywala". Zaskakująco łatwo oddał mi ten kawałek,  dałam na niego trochę sosów i zaczęłam jeść. Biersack poszedł za moim przykładem i tez zaczął jeść. 
-Masz coś na nosie- pokazał palcem na mój nos, potarłam go jednak chłopak tylko pokręcił  głową rozbawiony. Wyciągnął rękę i "starł" brud, jednak prawda jest taka ze pomazał mi polowe twarzy sosem. Uśmiechnął się niewinnie i wrócił do jedzenia swojej porcji. Wzięłam z niego przykład i się uśmiechnęłam, podniosłam się i wzięłam mój kawałek po czym trafiłam przez przypadek nim w twarz bruneta, a zaraz po tym spadła na jego koszule.
-Boziu jaka ze mnie niezdara!- powiedziałam przejęta, w duchu tylko modliłam się żeby nie wybuchnąć śmiechem.
-Nic się nie stało - podniósł się i ściągnął koszulkę. Rzucił ja na ziemię i z powrotem usiadł 
-Nawet ciesze się że jesteś taka niezdara. Dzięki tobie mam dwa kawałki. 
Po raz kolejny wywróciłam oczami i usiadłam, zaczęliśmy jeść i walczyliśmy zaklinaczkę. Moj towarzysz ciągle mówił jaki to Melinda ma genialny tyłek, a ja miałam ochotę go zabić.
Xxx
Oglądaliśmy właśnie scenę, jak jakiś policjant zastrzelił Jima, a ja czułam że mam łzy w oczach. Zaraz pojawiła się Melinda zaczęła płakać a ja już niekontrokowalam łez które płynęły po moich policzkach.
-Ej nie płacz... to tylko serial to nie jest naprawdę - Andy spojrzał na mnie lekko zmieszany, a ja tylko pokiwałam głową i zaczęłam chlipać - oj no chodź tu.
Wstawił ręce, a ja się do niego przytuliłam, dopiero kiedy się uspokoiłam zauważyłam że przytulałam się do niego torsu chłopaka. Z zaczerwienionymi policzkami odsunęłam się od niego i wymamrotałam ciche podziękowanie. Spojrzalam na okno, za szyba było już ciemno.
-Która godzina?-spytałam cicho.
-23:09.
-Powinnam się już zbierać...- podnioslam się i potarłam ręce o spodnie.
-Odwieść cie do domu?
-Nie dziękuję, już wystarczająco dużo zrobiłeś. Dziękuję jeszcze raz za ta koszulkę.
-Dla mnie to nie problem ale jak sobie tam uwazasz... może zadzwonię chociaż po taksówkę ? Co do koszulki, mówiłem ci ze mam ich dużo. Po za tym moje są fajniejsze - wyszczerzył się
-Tak,  poproszę. Nie znasz się! - walnęłam go lekko w ramię a on udał ze go to strasznie boli - głupi jesteś!
Zaczelismy się śmiać, kiedy juz się uspokoiłam poszłam po swoje ubrania do łazienki. Kiedy zeszłam chłopak stał z powrotem ubrany i z moja torebka w ręce.
-Zdecydowałem że jednak cie odwiozę, idziemy?
-Andy! -jęknęłam - Mówiłam ci ze nie chce cię wykorzystywać !
-Jednak ja nie chce żeby jakość stary oblech w taksówce cie macał!  Bez dyskusji jedziemy.
-Tak tato...- powiedziałam zgryźliwie, a ten walnął mnie w tyłek. Odwróciłam się szybko i posłałam mu mordercze spojrzenie.
-Tata nie bije chyba córki w tyłek. No i nie mówi że córka ma całkiem fajny ten tyłek - powiedział z zadziornym uśmiechem.
W milczeniu doszliśmy do jego auta, które pewnie jest warte 10 razy tyle niż zarobie przez całe moje życie. Następnym razem muszę spytać się kim jest z zawodu ze ma tyle kasy....
_______________________________________________________________________

Witam ;3 Przepraszam że tyle zwlekałam z tym rozdziałem :c Nie mam kompletnie nic na swoje usprawiedliwienie;-;  Mam nadzieje że się podoba, do następnego misie <3




niedziela, 13 grudnia 2015

Chapter two

Perspective Angelika 
Kiedy dotarłam na miejsce, spojrzałam w górę żeby, zilustrować dobrze mi już znany budynek. Cały klub był czarny , miejscami było widać brokat.
Stanęłam w kolejce, jednak ochroniarz znalazł mnie w tłumie, a jako że mnie zna to pomachał do mnie, żebym weszła bez kolejki. Kiedy przechodziłam kolo tych wszystkich ludzi, którzy cały czas czekali czułam ich palący wzrok. Odwróciłam głowę w ich stronę i posłałam miły uśmiech, a w myślach wywróciłam oczami.
Będąc już kolo ochroniarza, przystanęłam i stanęłam na palcach, żeby pocałować go w policzek.
-Dzięki Mike.
-Do usług mała - otworzył mi drzwi i weszłam do środka."Uderzył" mnie zapach alkoholu, papierosów i spoconych ciał. Muzyka dudniła mi w uszach, pierwsze gdzie poszłam to bar. Usiadłam na stołku i zaczęłam szukać barmana wzrokiem.
Jednak mój wzrok spotkał się ze wzrokiem chłopaka, który się do mnie uśmiechnął.
Lekko speszona schowałam włosy za ucho i również się uśmiechnęłam. Zaśmiał się i zaczął iść w moim kierunku, oparł się rekami i o blat baru. Jak na zawołanie barman, którego szukałam pokazał się przed nami.
-Jak się nazywasz? - spojrzał na mnie a ja przygryzłam dolną wargę.
-Angelika.
-Poproszę bourbon z lodem, a dla tej pani martini. Ja jestem Patty.
-Milo mi cie poznać, jednak nie musiałeś mi nic zamawiać.
-Jednak chciałem więc nie masz nic do gadania  - uformował usta w uśmiech pokazując przy tym rząd białych zębów. Dopiero teraz zwróciłam uwagę jak wygląda. Był wysokim blondynem z włosami lekko podniesionymi do góry, duże błękitne oczy, skórę miał dosyć jasna dzięki czemu czarny nostril idealnie kontrastował z jego karnacją. Lekki zarost oraz dwa czarne tunele w uszach. Ubrany był w czarna koszule z odpiętymi dwoma guziczkami dzięki, którym można było zobaczyć jego umięśnione ciało. No i czarne rurki z przetarciami na kolanach, a do tego czarne conversy. Odwróciłam od niego wzrok i przeniosłam go na barmana, który własnie podawał nam nasze zamówienie. Uśmiechnęłam się wdzięcznie i zamoczyłam delikatnie usta.
-Masz ładne oczy.
-Dziękuję twoje też nie najgorsze - zachichotałam, a on razem ze mną, piłam powoli swojego drinka patrząc na tłum tańczących ludzi.
-Zatańczysz? - spojrzałam na blondyna, który znowu się uśmiechał i kiwnęłam głową. Kiedy weszliśmy na parkiet jak na złość musieli puścić wolną piosenkę. Niechętnie założyłam mu ręce na barki, a on swoje umieścił na moich biodrach. Zaczęliśmy powoli kołysać się w rytm muzyki patrząc przy tym w swoje oczy.
-Dlaczego taka ładna dziewczyna jak ty jest tu sama? - przekrzywił głowę delikatnie w lewo.
-Ponieważ mój książę z bajki poszedł w inna stronę.
Spojrzał na mnie z uniesionymi wysoko brwiami i parsknął śmiechem na co ja tylko wzruszyłam ramionami - A ty? Dlaczego jesteś tu sam?
-Kto powiedział, że jestem tu sam?- poruszał sugestywnie brwiami - jestem tu z tobą, wiec nie do końca jestem tu sam.
-No, a na poważnie?
-Miałem ochotę się rozerwać - wyszczerzył się ponownie ukazując przy tym swoje białe zęby. Rozmawialiśmy jeszcze na rożne luźne tematy - Palisz?
-Yhym.... tylko nie praw mi morałów, że nie powinnam i w ogóle.
-Nieee! Czemu miałbym prawic ci morały na ten temat skoro sam pale?- wzruszyłam ramionami - W takim razie idziesz zapalić?
-Czemu by nie - przedarliśmy się przez tłum i wyszliśmy przed klub i blondyn podstawił mi paczkę papierosów przed nos. Wyjęłam jednego tak jak i on, odpalił najpierw mi dopiero potem sobie. Zaciągnęłam się używka i wypuściłam zaraz dym. Prowadziliśmy luźna rozmowę typu 'co lubisz robić' lub 'jaki jest twój ulubiony zespól'. Kiedy skończyliśmy palić wróciliśmy do klubu i poszliśmy po kolejnego drinka. Tym razem miałam jakiegoś kolorowego, który był bardzo słodki.
-Patty! Mówiłam ci że nie musisz mnie sponsorować! - zrobiłam minę zbitego pieska i zaśmiałam się.
-Wiem że nie muszę ale może chce?- spojrzał na mnie z góry co mnie troch zirytowało jak i rozśmieszyło ponieważ niebieskooki próbował zachować powagę - Dasz mi może swój numer?
Spojrzałam na swój napój zastanawiając się czy to dobry pomysł. Westchnęłam cicho, w końcu raz się żyje. Podał mi swój telefon a ja wpisałam numer, oddalam mu go i uśmiechnęłam się milo.
-Dzięki, teraz nie będziesz się mogła mnie pozbyć - mina mi zrzedła i musiał to zauważyć bo szybko dodał - Nie no spokojnie żartuje. Nie bierz tego do siebie nie jestem jakimś stalkerem.
Zaśmiałam się i pociągnęłam przez słomkę swój napój. Mój telefon zadzwonił wiec go wyjęłam i spojrzałam na wyświetlacz. Zmarszczyłam brwi widząc nieznajomy numer jednak zaraz zorientować się że to numer mojego towarzysza.
-Teraz jesteśmy na równi bo i ja i ty mamy swoje numery - posłał mi uroczy uśmieszek, który zaraz zmienił się na poważny. Zdziwiłam się lekko jednak nic nie powiedziałam - Ile tak właściwie masz lat?
 -Kobiet się nie pyta o wiek.
-W takim razie ile liczysz sobie wiosen?
-Dwadzieścia trzy... a ty?
-Wystarczająco dużo by czuć się nie najmłodziej - mruknął urażony.
-Ej to nie fair. Ja musiałam ci powiedzieć ile mam lat! - fuknęłam zła.
-Dobra dobra!-uniósł ręce w geście rezygnacji.-Dwadzieścia cztery..
-Nie jesteś taki stary. Ja jestem tylko o rok młodsza, a dalej się czuje młodo - Blondyn tylko wzruszył ramionami.- Mowie serio.
-Jak tam se uważasz.
Zirytowana policzyłam do 10 i kontynuowałam nasza rozmowę.
Chłopak wypił resztkę swojego alkoholu i spojrzał na mnie dziwnie. Zmarszczyłam brwi nie wiedząc za bardzo o co mu chodzi.
-Chcesz jeszcze?-wskazał na moja już pusta szklankę, nie zdołałam mu odpowiedzieć, ponieważ zamawiał już następną kolejkę plus cztery kieliszki tequili. Barman postawił przed nami nasze zamówienie, a Patty postawił przede mną jeden kieliszek. Uniósł go do góry i czekał aż ja zrobię to samo, niechętnie zrobi lam to i stuknęliśmy się. Wypiłam cala zawartość i momentalnie się skrzywiłam kiedy paląca ciecz przelała się przez mój przełyk.
-Kurwa...- przeklęłam na tą bursztynowa ciecz i zaraz popiłam to swoim drinkiem.
-Przepijasz alkohol alkoholem? - pokręcił rozbawiony głową, na co tylko wzruszyłam ramionami.-Następna kolejka? Za drugim razem jest lepsze.
Wzruszyłam ramionami i po raz kolejny wzięliśmy kieliszki w rękę, po raz kolejny się zderzyliśmy
-Idziemy zatańczyć? -spróbowałam przekrzyczeć muzykę, która zrobiła się o wiele głośniejsza. Niebieskooki pokiwał głową i ruszyliśmy na parkiet gdzie było już dużo pijanych i spoconych ludzi. Zdarzyło się nawet że zobaczyłam parę która się tam prawie pieprzyła i gdyby nie cienka warstwa ubrań już by to robili. Momentalnie się skrzywiłam ale postanowiłam to zignorować. Przyetańczyliśmy około czterech piosenek kiedy postanowiliśmy skończyć nasze trunki. Usiedliśmy na krzesłach i dopiliśmy zawartość naszych szklanek.
-Idziesz zapalić? - Krzyknął mój towarzysz,energicznie pokiwałam głową i wyszliśmy.
Kiedy staliśmy przy klubie paląc już nasze papierosy, chłopak zaproponował spacer, na który oczywiście się zgodziłam. Opowiadał nie śmieszne żarty i suchary, a że ja jestem całkiem miłą osobą to udawałam że mnie one śmieszą.
-Wiesz...przypominasz mi byłą narzeczoną mojego przyjaciela -W ułamku sekundy mój wzrok był skierowany na niego zachęcając by mówił dalej - Tyle że ty nie jesteś taką suką jak ona.
-To znaczy? Co się stało? - starałam się by mój głos brzmiał w miarę naturalnie.
-No bo widzisz...Cody z tą laska był już kilka lat, jednak ona ciągle miała do niego pretensje aż w końcu nie wytrzymał i zerwał zaręczyny - śmiał się jak by to był najlepszy żart na świecie, a moje serce zakuło z żalu i bólu że mój były tak opowiadał tą historie swoim kolega - Jednak nie przejmuj się, ty zdecydowanie byłabyś w jego typie.
-Tak na pewno - uśmiechnęłam się słabo - Przepraszam ale muszę już wracać. Milo było poznać.
Zanim zdążył mi odpowiedzieć odwróciłam się na piecie i szybkim krokiem wróciłam do klubu. Kurwa, czemu kiedy staram się nie myśleć o tym idiocie i już prawie mi się to udaje to spotykam jego przyjaciela. Weszłam do budynku i udałam się do baru zamówiłam dwa kieliszki wódki które od razu wypiłam. Poczułam przyjemne szumienie w uszach przez co automatycznie się uśmiechnęłam. Wstałam z krzesła i udałam się na parkiet, zaczęłam tańczyć. Przetańczyłam może z dwie piosenki gorą trzy kiedy poczułam czyjeś ręce na biodrach. Nie zwracając uwagi na osobę za mną poruszałam się w rytm muzyki. Tyle że teraz bardziej ruszałam biodrami. Poczułam zimny oddech koło ucha przez co dostałam gęsiej skorki.
-Ładnie wyglądasz - szepnął dziwnie znajomy głos, odwróciłam się i zobaczyłam Andy'ego. Mimowolnie się uśmiechnęłam, zarzuciłam mu ręce za szyje co było trochę trudne przy moim metr siedemdziesiąt. Brunet na mój gest się zaśmiał i pokręcił głową  - Co tutaj robisz?
-Nie widzisz? Aktualnie tańczę z takim jednym chłopakiem, powiem ci w tajemnicy, że mógł by być trochę niższy - droczyłam się z nim obserwując jego reakcje.
-Kurde... może pójdę do niego i go za to opierdole. Co ty na to? - zażartował.
-To zdecydowanie dobry pomysł. Ewentualnie może gdybym miała szpilki to było by mi łatwiej trzymać te ręce na jego ramionach - zrobiłam zmartwiona minę i oboje wybuchliśmy śmiechem - A ty? Co tu robisz?
Chłopak tylko wzruszył ramionami, powoli zaczynałam odczuwać skutki wypitego alkoholu.
-Nudziło mi się w domu. Pamiętasz jak musiałem odebrać telefon bo Jinxx zadzwonił? - pokiwałam twierdząco głową - Ten kretyn chciał żebym pomógł mu przygotować obiad dla jego nowej dziewczyny.
Zachichotałam na myśl o tym, że Andy stał ubrany w różowy fartuszek.
-Uważam, że to urocze z jego strony. Nie jedna dziewczyna chciałaby żeby jej chłopak tak się starał...- rozmarzyłam się.
-Andzia, już, już nie odpływaj za bardzo - posłał mi zadziorny uśmiech
-Wal się...- już chciałam odejść kiedy brunet złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie co skutkowało tym że wpadłam na jego klatkę piersiowa. Zirytowana spojrzałam do góry by zobaczyć jego twarz. Niebieskie oczy wpatrywały się we mnie, a na jego ustach formował się pokrzepiający uśmiech.
-No już nie obrażaj się złośnico - zażartował dalej skanując moją twarz, poczułam się niezręcznie wiec zaproponowałam, że będziemy tańczyć dalej na co chłopak się zgodził. Odwróciłam się do niego tyłem i zaczęłam poruszać ciałem. Wypity wcześniej alkohol dodał mi odwagi i bez skrepowania poruszałam biodrami pocierając przy tym pupą o jego krocze. Kiedy oboje nie mieliśmy już siły postanowiliśmy usiąść i pogadać.
-No no. Angelika świetnie tańczysz, gdzie się tego nauczyłaś? - zapytał posyłając mi swój zniewalający uśmiech.
-Nigdzie - zaśmiałam się - to tak samo z siebie wychodzi. W szczególności gdy więcej wypiję - ponownie się zaśmiałam .
-Muszę przyznać, że seksownie się poruszasz - uniósł jedną brew oraz jeden kącik ust do góry co powodowało iż na jego twarzy pojawił się kuszący uśmiech. Mimowolnie moje policzki stały się ciepłe to znaczy, że jestem właśnie czerwona jak burak. Dlaczego jego uśmiech tak na mnie działa?
Jeny co ja gadam.. Znam go zaledwie kilka dni a już myślę o nim jak o kimś kogo można upolować. Chociaż w sumie może to i dobrze? Tym sposobem mniej myślę o Carsonie.
-Halo księżniczko obudź się! - wymachiwał mi ręka przed twarzą aby ocucić mnie z moich myśli.
-Przepraszam zamyśliłam się, co powiesz na to abyśmy się czegoś napili? - zapytałam próbując odbiec od tematu tańca.
-A może tak wyjedziesz ze mną na papierosa? - zapytał wyciągając z taniej kieszeni paczkę Marlboro. Skinęłam głowa i oboje przedarliśmy się przez tłum tańczących ludzi.
Będąc na zewnątrz poczułam pewną ulgę. W środku było zdecydowanie zbyt duszno.
Gdy zobaczyłam jak Andy wyciąga papierosa wyjęłam też i swojego. Odpaliłam sobie i zaciągnęłam się aromatycznym smakiem nikotyny.
Poczułam na sobie wzrok Andy'ego, który bacznie mi się przepatruje.
-Nie wiedziałem, że palisz - och się chłoptaś zdziwił.
-A no palę przez tego idiotę... Ale nie będę teraz o nim myśleć. Wiesz goliłam dzisiaj nogi i nie wiem dlaczego ale mam bardzo podrażnioną skórę.. - na moje słowa Andy wybuchnął śmiechem. Po chwili dołączyłam do niego. Trzeba było jakoś rozładować atmosferę.

Xxx

Od tego śmiechu poczułam, że strasznie rozbolał mnie żołądek. Nie potrzebnie mieszałam tequile z kolorowym drinkiem.
-Dobrze się czujesz? - zapytał mój towarzysz, którym był Andy.
-Chyba taaakk.. To zaraz przejdzie - próbowałam się uśmiechnąć ale z tego wyszedł mi jedynie grymas.
-Widzę przecież, że nie zbyt dobrze się czujesz - powiedział poważnym głosem.
-Przestań zaraz dokończę fajkę i idę tańczyć - powiedziałam pewnie.
-Nie przesadzaj. Zamówić ci taksówkę?
-Nie zachowuj się jak moja matka albo starszy nadopiekuńczy brat - pociągnęłam ostatniego bucha fajki i wywaliłam peta przed siebie - idę do środka.
-O nie nie nie...ty nigdzie nie wracasz.. Zostań tu chwilę i poczekaj na mnie dobrze?
-Po co mam na ciebie czekać? - zapytałam łapiąc się za miejsce gdzie spoczywa mój żołądek.
-Proszę obiecuję, że zaraz wrócimy do środka ale poczekaj bo muszę zadzwonić.
-Em.. no dobra - usiadłam na schodach prowadzących do wnętrza klubu i czekałam na czarnowłosego. Siedziałam tak chyba z piętnaście minut zwijać się z bólu i powstrzymując odruch wymiotny. Ta zdecydowanie za dużo zmieszałam.
Gdy Andy wrócił usiadł obok mnie.
-Jak się czujesz? - zapytał chowając swój telefon do kieszeni spodni.
-Nie za dobrze - odparłam podnosząc się - ale myślę, że jak sobie jeszcze potańczę to mi przejdzie.
-O nie nie nie.. Wracaj! - poczułam mocny uścisk na nadgarstku, który mnie zatrzymał i przyciągnął do siebie. Zauważyłam, że nadjechała taksówka, od razy skapnęłam się o co tu chodzi i próbowałam wyrwać się z uścisku kolegi. Jednakże na marne ponieważ wziął mnie na ręce i na chama wsadził do taksówki,  ku mojemu zdziwieniu wsiadł razem ze mną. Podał jakiś adres taksówkarzowi, który nie był moim adresem co jeszcze bardziej mnie zdziwiło. Chciałam go zapytać gdzie mnie wywozi ale wolałam nie wydobywać z siebie dźwięku, ponieważ wtedy mogłabym zwymiotować.
___________________________________________________________________________
Rozdział już jest... po wielu problemach z nim udało się... na szczęście miałam kopie zapasowa tego bo oryginał, który już przedtem opublikowałam się usunął... teraz spokojnie mogę kończyć 3 <3 do zobaczenia misie ;3